Moje spotkanie z Bogiem żywym

Pisząc to świadectwo, natchnęła mnie myśl, czym właściwie jest spotkanie z Bogiem żywym? Czy to rzeczywiście fizyczne zetknięcie się z tym, którego uważamy za Pana i Zbawcę? Należy pamiętać jednak, że każdy inaczej pojmuje Boga i doświadcza Jego łask, dlatego nigdy Jezus nie działa w ten sam sposób. Jest to działanie indywidualne, wynikające z Jego wielkiej miłości do każdego człowieka z osobna i wszystkich razem tą samą odwieczną miłością..

Jezus zawsze działa w ukryciu i w momencie, który dla Nas jest najlepszy. Czasem wydawać się by mogło, że pozostaje głuchy na głosy naszych próśb i modlitw. Jednak On jest i słucha.. Kiedyś usłyszałem, że z wiarą jest jak z ojcem i dzieckiem. Idą razem pośród ciemności, Ojciec prowadzi Dziecko za rękę, kieruje i chroni. Jednak..! W pewnym momencie Ojciec puszcza rękę Dziecka, a ono czeka, nawołuje i lęka się. Pozostaje Mu tylko wiara, że Ojciec idzie za Nim, jedynie czasem oświetlając drogę, kiedy zbłądzi. Najczęściej pragniemy doświadczyć Boga w naszym cierpieniu, wtedy najbardziej pragniemy Jego obecności i łaski od Ducha Pocieszyciela. Nie bez powodu powstało powiedzenie - ,,Jak trwoga to do Boga''. Jednak Boga doświadczyć można również w życiu codziennym. Trzeba tylko stworzyć Mu małą przestrzeń, On sobie poradzi i zacznie działać cuda.

Jeśli chodzi o moją historię kroczenia po małej drodze i moje doświadczenie miłości Boga Ojca - spotkałem Go w cierpieniu. W momencie, kiedy całkowicie zapomniałem o Nim w swoim życiu, mimo że cały czas mówiłem o Jego miłości innym. Żyłem jak hipokryta, mówiąc czego, ktoś nie powinien, sam jednak pozostając poza łaską i relacją z Jezusem. Miałem dar i inni chętnie pytali mnie o Jezusa i tematy związane z wiarą.

Świętą Tereskę poznałem już jako małe dziecko, kiedy pierwszy raz spotkałem Siostrę Terezjankę - ładną Panią w długiej czarnej, nieco dziwnej sukni. Było to, kiedy miałem może 5-6 lat. Wkrótce Jezus dał mi poznać bliżej to Zgromadzenie i małą drogę, po której dziś kroczę. Kiedy teraz patrzę na tę historię, widzę, że Jezus uczył mnie już od małego miłości do siebie i tego, by to właśnie On był na pierwszym miejscu w moim życiu. Kiedy w drugiej klasie zaczęła uczyć mnie S. Łucja, od razu wiedziałem, ze jest to osoba, która może zmienić całkowicie moje spojrzenie na świat. Mimo że początkowo wzbudzała we mnie lęk swoim charakterem i sposobem bycia, coś mnie do Niej właśnie przyciągało. Więc, kiedy zaprosiła mnie na Scholkę dla dzieci, ani chwili się nie wahałem. Coś wewnętrznie mnie tam poprowadziło. Jak się dziś okazało, ta mała decyzja zmieniła i zmienia diametralnie moje życie! Jestem w chórku już ósmy rok. Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że to piękne i owocne lata, mimo że nie brakowało trudów.

Czuję się prowadzony przez Siostry - każdą Terezjankę. Myślę, że wszystkie Siostry, które Pan postawił mi na drodze wpisały się na długo w moje serce i dawały niezwykłe świadectwo swojego życia. Największy wpływ na moje funkcjonowanie duchowe miała S. Łucja i S. Jolanta - dwie nieocenione nauczycielki życia. Dla mnie, jako dziecka z trudnej rodziny, gdzie nierzadko brakowało czułości i uwagi świadomość, że zawsze dom Terezjanek stoi przede mną otworem i mogę w każdej chwili zaczerpnąć porady u którejś z Sióstr, czy po prostu pobyć z nią i się wyżalić, była niezwykła. Nie potrafię opisać, jak wiele ta właśnie świadomość we mnie zmieniła. Wiem jedno - moje serce na zawsze pozostanie dłużne Im za to, czego we mnie dokonały.

Dom Sióstr to dla mnie do tej pory ostoja. To takie źródło miłości, które opływa każdego, a jego początek u stóp samego Jezusa. „Szerzyć miłość dla najwyższej miłości” - w tym haśle Zgromadzenia każda Terezjanka spełnia się ponad miarę! To właśnie Siostry były ze mną, kiedy rozstawali się moi rodzice. To właśnie Siostra Łucja wyciągnęła z mojego wnętrza wszystko to, co było piękne. O darach, które mi pokazała nawet nie zdawałem sobie sprawy. Siostry nauczyły mnie miłości do siebie samego i do innych ludzi, a później pokazały, jak żyć z Jezusem. Nie zawsze było pięknie - nie raz, nie dwa, Siostra musiała mnie porządnie zganić. Jednak z Jej słów nigdy nie wyczuwałem zła, tylko troskę o mnie. Wiedziałem, że robi to z miłości. Mimo całej sympatii i więzi z Siostrami, nie czułem się przymuszony do modlitwy i bycia w Kościele. Siostry nie mówiły wiele, ale dawały i pokazywały mnóstwo. Dzięki nim wiem, kim jestem. Potrafię przyznać się do swoich słabości i pracować nad nimi.

To nie znaczy jednak, że nie miałem nigdy momentów zwątpienia w Bożą moc i sens bycia w Kościele. Wiara to nieustanne wzloty i upadki. Jednak staram się  patrzeć na świat tak, jak robią to one - oczyma wiary. Nieustannie uczę się, jak one - szerzyć miłość dla najwyższej miłości wszędzie tam, gdzie jestem.

Często, kiedy jestem smutny, bądź stają przede mną sytuacje trudne, gdzie  nie widzę po ludzku rozwiązania, staram się uciekać do Boga Ojca. Uczę się, jak mówi Św. nasza patronka - Teresa, ufać we wszystkim Jezusowi. Jesteśmy tak ukształtowani, że naturalnym jest, kiedy pojawiają się trudności, że szukamy pocieszenia u drugiego człowieka - jednak wiem, że jest to pomoc płynąca od samego Jezusa, to właśnie On stawia mi takich ludzi.

Ostatni rok był dla mnie bardzo trudny, życie stawiało przede mną mnóstwo ciężkich doświadczeń, na które nie byłem gotów. W pewnym momencie zwątpiłem, że Jezus może dać mi siłę do pokonania zła i przeciwności, które stanęły na mojej drodze. To wielki rok ciemności dla mojej duszy. Cały czas jednak przyświecała mi myśl, że nawet jeśli na moim horyzoncie nic nie widać z powodu nocy, to nawet noc polarna w końcu ustępuje dniowi. Szukałem, lecz nie mogłem znaleźć. Pytałem, ale nikt nie dawał odpowiedzi. Wtedy usłyszałem, że Jezus daje wszystko we właściwym czasie i ,, wszystko jest łaską''. I przyszedł..! Moje zdumienie i uśmiech trwa do dziś, jak bardzo postarał się o mnie Jezus. On wie, co dzieje się w moim sercu - znosi razem ze mną smutki i znoje. Dlatego, kiedy zauważył, że Jego umiłowane dziecko nie jest w stanie poradzić sobie z tym, co staje każdego dnia przed Nim, że traci sens, gubi się i Jego życie jest tak naprawdę na krawędzi, dał, o co prosiło. To czas, kiedy zupełnie zrezygnowałem z walki o siebie. Zaakceptowałem stan, w jakim trwałem i nie umiałem, nie chciałem podjąć trudu, by zmienić coś na lepsze..

A jednak On przyszedł, bo wiedział, co dzieje się w moim sercu. Mimo że wydawało mi się, że moje oczy, które patrzą na krzyż, są jakby zasłonięte mgłą, On właśnie tam stał. Był cały czas ze mną. Posłużył się znów jedną Terezjanką, która zaprosiła mnie na Zjazd TAU. Tak naprawdę to całkiem ciekawa historia, bo wydarzyło się to wszystko, kiedy zmarła jedna z Naszych Sióstr. Miałem iść na Jej pogrzeb, jednak myśl, że muszę przemierzyć 4 km pieszo nie napawała mnie radością, ale wewnętrznie czułem, że powinienem, a tam! Właśnie S. Aneta spotkana po latach i Jej zaproszenie od Jezusa.

Po tym wszyscy zostaliśmy dotknięci działaniem Pana. Po kilku dniach mogłem cieszyć się już pięknem bieszczadzkich gór. Właśnie tam, wśród drzew, natury - piękna stworzenia, mogłem na nowo zadać sobie pytanie - kim jestem? Na które zresztą szukałem bardzo długo odpowiedzi. To znów dowód, że Jezus daje wszystko we właściwym czasie. Mimo, że na wiele pytań nie jestem w stanie jeszcze odpowiedzieć, wiem, że powinienem szukać i w końcu będę potrafił odpowiedzieć sobie i Jezusowi, kim tak naprawdę jestem jako syn, katolik i mężczyzna. Szybko skorzystałem z sakramentu pokuty, co nie było dla mnie łatwe. Nawiązałem wspaniałe relacje z innymi osobami ze Wspólnot. Każdy z nich pozostawił w moim sercu wiele dobra. To właśnie dzięki nim i Księdzu, którego tam spotkałem, znalazłem siłę na walkę i zmiany tego, w czym trwałem. Dziś wiem, że to ja mam moc zmarnowania swojego życia, ale i to ja mam moc zmiany mojego położenia!

To było dla mnie bardzo ważne spotkanie z Jezusem. Konferencje i czas, wśród górskich szczytów, kiedy mogłem sobie ułożyć wszystko to, czego podczas nich doświadczyłem. Teraz znów jestem wśród moich znajomych, rodziców i mam siłę, by na nowo dawać innym siebie i mówić im o tym, że Jezus ich kocha, bo sam tego doświadczyłem..

Mimo że nadal momentami jest ciężko, to kiedy trwam w łasce, Jezus daje mi innych ludzi, którzy zawsze wyciągają pomocną dłoń. Myślę, że nigdy nie wyrażę w swoich słowach wdzięczności każdej Siostrze, Księdzu i osobom z TAU. Najpiękniejszym darem jest modlitwa, więc i ja staram się ich nim obdarzać.

Na koniec mogę śmiało stwierdzić, że Jezus jest. Mimo, że sam wątpiłem - On jest cały czas wśród Nas. Wystarczy czasem stworzyć  Mu małą przestrzeń do działania - On sobie poradzi. Ważna jest modlitwa. Niekoniecznie ,,klepanie'' pacierzy, ale rozmowa z Jezusem. Ważne by nie zatracić szczerości w relacji z Nim. On nie oczekuje, że pójdziemy za Nim bezmyślnie, ale chce wiedzieć, co czujemy. Sam popełniłem błąd nie mówiąc Mu o tym, co czuję. Dziś jestem szczery, jak z przyjacielem - otwarcie mówię Mu, czego się boję, co mnie trapi, co denerwuje, a co cieszy. Uczę się codziennie pytać Go, czego właśnie w tym dniu ode mnie oczekuje, gdzie chce mnie mieć. Wierzę, że wszystko, co przede mną się pojawia, jest z Jego łaski i ma coś na celu. Często nie modlę się, by było lepiej, ale by Pan dał mi odkryć, po co mi to właśnie daje. Co mi przez to daje.. Trudno jest ufać, ale pójście drogami Bożymi stanowi wolność doskonałą.

Od dawna miałem wielkie pragnienie, by inni zobaczyli, jak wielki wkład w moje funkcjonowanie w świecie miało Zgromadzenie. Jestem przede wszystkim dziełem Jezusa, ale i też człowiekiem, który jest tutaj, na ziemi, dzięki Siostrom. Ich pomoc duchowa i nierzadko materialna, pozwoliła mi stanąć na nogi. Myślę, że jest to ważne świadectwo dla Was – drogie Siostry, które niejako wzmocni Was w działaniu, bo warto…

Dziś sam jestem animatorem TAU, ministrantem, pomagam przy parafii. Czuję się zobowiązany dzielić się z innymi miłością, którą od Was otrzymałem.

Dziękuję każdej siostrze. Tym, które wzbogaciły moją wiedzę teologiczną poprzez katechezę. Tym, które prowadziły mnie w TAU. Tym, które w jakiejkolwiek formie Jezus postawił mi na drodze.

Dziękuję każdej Osobie, która poświęciła czas na przeczytanie moich refleksji i krótkiego świadectwa życia. Mam nadzieję, że w pewien sposób zmieni to Wasze postrzeganie pewnych spraw. Pamiętam w modlitwie o Wszystkich, których Jezus postawił mi na drodze, by prowadzili mnie do Niego. Proszę też o modlitwę za mnie. Jezus Was kocha!

A świadectwem podzielił się z Wami Kacper Skolmowski z Ostródy, obecnie uczeń pierwszej klasy Liceum Ogólnokształcącego w Ostródzie.