Święta Teresa od Dzieciątka Jezus

i Najświętszego Oblicza


Historię życia Teresy od Dzieciątka Jezus i od Najświętszego Oblicza można by zamknąć w kilku linijkach. Żyje 24 lata i 9 miesięcy: narodziny 2 stycznia 1873 r., śmierć 30 września 1897 r. Z tego 15 lat w świecie, a 9 - w Karmelu. Można do tego dorzucić kilka ważniejszych szczegółów, jak: śmierć matki i zmiana miejsca zamieszkania (1877);  pięcioletni pobyt na pensji u benedyktynek, wstąpienie siostry Pauliny do Karmelu (1882); pierwsza Komunia Święta (1884); łaska Bożego Narodzenia (1886), która oznaczała koniec  wieloletnich trudności i wejście w dojrzalszy okres pod względem emocjonalnym, psychicznym i duchowym; pielgrzymka do Rzymu (1887); wstąpienie do Karmelu (1888); wybór na przełożoną Karmelu w Lisieux m. Agnieszki (siostry Pauliny); śmierć  ojca  (1894);  rozpoczęcie  spisywania  swoich  duchowych  dziejów  (styczeń  1895);  pierwszy  krwotok   (3 kwietnia 1896), choroba i śmierć. To krótkie i po ludzku mało urozmaicone życie jest nośnikiem niezwykle bogatego przesłania duchowego na nasze czasy. Do tego stopnia, że papież św. Pius X nazwał ją "największą współczesną świętą", Pius XI - "słowem Boga dla świata" i ogłosił patronką wszystkich misji katolickich na równi z wielkim  apostołem  św.  Franciszkiem  Ksawerym  (1927),  a  Jan  Paweł II  -  doktorem Kościoła Powszechnego (19 października 1997). 

Duchowość Teresy od Dzieciątka Jezus bywa utożsamiana z jej "małą drogą". Mała droga wprawdzie nie wyczerpuje całej jej duchowości, jednak stanowi jej centrum i istotne przesłanie. "Małą drogą" Teresa nazwała "swój sposób dążenia do Boga". Celem "małej drogi" jest świętość, pełnia miłości, zjednoczenie z Bogiem, chrześcijańska doskonałość. Kluczowymi pojęciami, będącymi na przeciwległych sobie krańcach, które przyczyniły się do odkrycia "małej drogi", są z jednej strony: wzniosły ideał, trudne zadania do wykonania, wielkie  trudności, a z drugiej: niemożność osiągnięcia ideału biorąc pod uwagę własną niemoc, niezdolność do sprostania zadaniom formacyjnym własnymi siłami, niemożność wyjścia z kryzysu bez pomocy z zewnątrz. Teresa odkryła rolę, jaka przypada w udziale Bogu i jej podczas całego procesu uświęcenia. Dzieło przekraczające ludzkie siły nie jest wykonywane przez człowieka, ale przez Boga. Od człowieka wymaga się tylko tyle, na ile jest zdolny i nic więcej. 

Teresa rozumie, że tylko Bóg może człowieka uświęcić, zatem człowiek powinien się pozwolić uświęcić; Bóg jest Pasterzem wszystkich swoich owiec, zatem w dziele formacji trzeba być jego współpracownikiem; i że z wszelkich duchowych kryzysów Bóg wyzwala człowieka, gdy przychodzi odpowiedni moment. Trzeba z cierpliwością znosić to, czego nie można zmienić własnymi siłami, nie zniechęcając się trudnościami. 

Świętą Teresę szybko otoczył "huragan chwały" i stała się jedną z najbardziej adorowanych Świętych Kościoła. Wierzyła zresztą, że dopiero po śmierci rozpocznie się jej prawdziwa misja szczególniejszej orędowniczki dla tych, których ziemska wędrówka jeszcze się nie skończyła: "Czuję, że posłannictwo moje rozpocznie się, posłannictwo wszczepiania w dusze miłości Boga; takiej miłości, jaką ja Go miłuję... nauczania ludzi małej drogi. NIEBEM MOIM BĘDZIE CZYNIĆ DOBRZE NA ZIEMI. (...) PO MOJEJ ŚMIERCI SPUSZCZAĆ BĘDĘ NA ZIEMIĘ DESZCZ RÓŻ". 


Rodzice - Ludwik i Zelia Martin 

Świadectwa św.Teresy od Dzieciątka Jezus



Pan Bóg bardzo wcześnie raczył rozwinąć mój umysł i wyryć w nim tak głęboko wspomnienia lat dziecięcych, że minione wypadki wydają mi się jak wczorajsze. Chciał bez wątpienia, abym poznała i oceniła, jak niezrównaną dał mi matkę. Ale Boska Jego ręka zabrała mi ją wkrótce do chwały niebieskiej. Upodobało się Panu darzyć mnie przez całe życie miłością moich najbliższych; w najdawniejszych wspomnieniach widzę się otoczona najczulszymi pieszczotami i uśmiechami. Ale jeśli umieścił mnie wśród kochających serc " to i mojemu nie poskąpił uczucia, czyniąc je miłującym i wrażliwym. Nie można sobie wyobrazić, do jakiego stopnia kochałam ojca i matkę" (z Dziejów Duszy).

Ludwik Józef Alojzy Stanisław Martin - urodził się 22 sierpnia 1823 r. w Bordeaux, zmarł 29 lipca 1894 r. w Musse koło Eveux. Zelia Maria Guerin - urodziła się 23 grudnia 1831 r. w Gandelain w pobliżu Alençon, zmarła 28 sierpnia 1877 r. w Alençon.

* * *

"Dobry Bóg dał mi ojca i matkę godniejszych nieba niż ziemi". Prosili Pana, aby dał im dużo dzieci i aby wszystkie Mu się oddały. Pragnienie to zostało wysłuchane. Czworo małych aniołków odleciało do Nieba, a pięcioro na arenie życia obrało Jezusa za Oblubieńca. Z męstwem prawdziwie heroicznym, ojciec mój, jakby współczesny Abraham, wspiął się trzykrotnie na Górę Karmel, aby złożyć Bogu ofiarę z tego, co miał najdroższego. Naprzód były to dwie najstarsze córki, a później trzecia, za poradą swego kierownika, odprowadzona przez niezrównanego swego ojca, wstąpiła na próbę do klasztoru Wizytek. Wybraniec Boga miał jeszcze dwie córki, jedną osiemnastoletnią, drugą czternastoletnią. Ta ostatnia, "mała Teresa", zapragnęła odlecieć do Karmelu. Zezwolenie dobrego ojca otrzymała bez trudności, a wspaniałomyślność swą posunął do tego stopnia, że zawiózł ją naprzód do Bayeux, a potem do Rzymu, aby usunąć piętrzące się przeszkody, które opóźniały dokonanie ostatecznego ofiarowania tej, którą nazywał "królewną". Gdy doprowadził ją do portu, powiedział jedynej pozostałej córce: "Jeżeli chcesz pójść za przykładem swoich sióstr, zgadzam się, nie troszcz się o mnie". Anioł jednak, który miał być podporą starości tak świętego męża odpowiedział, że i on także odleci za klauzurę, ale dopiero po odejściu ojca do Nieba. Uradowało się serce tego, który żył wyłącznie tylko dla Boga (List do księdza Belliere z dnia 26 lipca 1897r).

* * *

Bóg nie potrzebuje nikogo, aby dopełnić dzieła uświęcenia; tak jak pozwala biegłemu ogrodnikowi uprawiać rośliny rzadkie i delikatne dając mu potrzebnš do tego umiejętność, sobie wszelako zostawiając siłę wzrostu - tak też żąda współudziału w świętym wychowaniu dusz. Cóż by się stało, gdyby ogrodnik źle i nieumiejętnie szczepił drzewka? Gdyby nie umiał rozpoznać natury każdego z nich i chciał na przykład, aby róże rozwijały się na krzaku brzoskwini? Zniszczyłby drzewo, które przecież było dobre i mogło wydać owoce. 

Podobnie trzeba umieć rozpoznać od dzieciństwa, czego dobry Bóg od dusz wymaga i wspierać działanie Jego łaski, nie uprzedzając jej nigdy ani nie wstrzymując. Jak pisklęta uczą się śpiewać słuchając swoich rodziców, tak samo i dzieci uczą się najwyższej umiejętności, jaką jest cnota, wzniosłego śpiewu Bożej Miłości, od swoich wychowawców.

To mi przypomina, że miałam kiedyś kanarka, który przepięknie śpiewał; miałam także małego czyżyka, którym opiekowałam się więcej, ponieważ oswoiłam go sobie od maleństwa. Ten biedny mały więzień, który nigdy nie słyszał śpiewu swoich rodziców, słysząc od rana do nocy wesołe trele kanarka, począł go naśladować. - Trudne przedsięwzięcie dla czyżyka. - Z przyjemnością śledziłam wysiłki maleństwa, gdyż słaby jego głosik niełatwo nałamywał się do wysokich tonów mistrza. Udało się mu to jednak, ku wielkiemu memu zdziwieniu, i śpiew jego z wolna stał się zupełnie podobny do śpiewu kanarka. O moja Matko, wiesz dobrze, kto mnie nauczył śpiewać od dzieciństwa. Wiesz, jakie głosy mnie zachwycały. Teraz spodziewam się, że chociaż tak słaba, powtarzać będę kiedyś wiecznie pieśń miłości, której harmonijne dźwięki słyszałam tak często śpiewane na ziemi... (z Dziejów Duszy).

 

Królu mój najdroższy!

Jakież to szczęście, że mogę dzisiaj z królestwa Karmelu przesłać Ci życzenia noworoczne. Nigdy Twoja mała królewna nie mogła dotąd tak radośnie ofiarować Ci dowodów swego przywiązania jak obecnie - czuje się tak blisko swego Króla, tak blisko, że nic nie potrafiłoby jej oddalić. Królowie ziemscy radują się i szczycą, gdy zdołali dla swoich córek pozyskać dostojnych i szlachetnie urodzonych małżonków, a jak wielkš wdzięcznością odpłacają się za to dzieci swym rodzicom. Co do Twej małej Królewny, sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. Jak Ojciec i prawdziwy Król, nie chciałeś jej powierzyć nikomu, tylko Królowi niebios, samemu Jezusowi. Jakże kochać powinnam Ojca, który zechciał obdarzyć mnie tak wielkim szczęściem. Gdyby nasz przewodnik z Rzymu był tutaj, mógłby powiedzieć: "Przewielebni księża, oto pokażę wam Ojca, jakiego nie było nigdy jeszcze. Na taki widok można przejšć się zachwytem, wpaść w ekstazę". Czyż nie prawda Tatusiu najdroższy, że nie mogłeś więcej uczynić dla Twojej królewny? Jeżeli nie zostanie świętą, to będzie jej wyłączną winą, gdyż mając takiego Ojca, jakim Ty jesteś, posiada chyba wszelkie ku temu środki. Tatusiu ukochany, wieczór zapada, czas już rozstać się z Tobą, ale znajdę Cię u boku Jezusa, na właściwym Twoim miejscu. Wkrótce zajaśnieje dla nas dzień, bez zmroku ni cienia, a wówczas rozmowy nasze nie skończą się nigdy. (List do ojca pisany z Karmelu 30 grudnia 1888 r).
 

MAŁA DROGA

Po latach poszukiwań, siostra Teresa odkrywa drogę dziecięctwa duchowego. Odkrycie to przemieniło zupełnie jej życie. Otrzymała łaskę głębokiego poznania Ojcostwa Boga, który nie jest niczym innym jak tylko Miłością Miłosierną. Odtąd z całkowitą i zupełnie naturalną ufnością dziecka, które czuje, że się je kocha i zawsze wybacza wszelkie popełnione błędy, Teresa pójdzie naprzód swoją "małą drogą ufności i miłości", bez zatruwającego dni lęku i skrupułów. W ten sposób pokonuje liczne przeszkody, które opóźniały jej postęp na drodze do świętości: drodze bez końca i świętości bez granic... Podczas gdy w jej czasach nieliczni ofiarują się Bożej Sprawiedliwości, "słaba i niedoskonała" Teresa oddaje się Miłości Miłosiernej. 

Teresa kazaniom przedstawiającym surowość Boga przeciwstawia orędzie o nie stawiającej żadnych warunków wybawiającej miłości Boga. Teresa nie potrzebuje modlitewnych formułek i książeczek do nabożeństwa. "Ja robię tak jak dzieci, które jeszcze nie umieją czytać, ja mówię po prostu dobremu Bogu to, co chce mu powiedzieć i On mnie zawsze rozumie." - pisze. Ma do Boga zaufanie dziecka. Pewności  i  gwarancji  nie  potrzebuje.  Podkreśla,  że  mozolne  posuwanie  się  naprzód  w zaufaniu w dobroć Bożą może być bardziej wartościowe niż pełne własnego zadowolenia wykonywanie cnót. Tylko ten który nie posiada nic, może zostać czymś obdarowany. Tylko duszę wolna od zaufania we własna sprawiedliwość, we własne dokonania i ludzkie zabezpieczenia, może Bóg napełnić swa mocą. Teresa zdaje sobie doskonale sprawę niebezpieczeństwa, które czyha na jej małej nowej drodze. Kiedy rezygnuje się z wielkich czynów, działań i zasług, daje się pole do działania lenistwu i ucieczce przed odpowiedzialnością, ale Teresa nie chce przecież żeby nic nie robić. Chce tylko tego, żeby nie być dumnym z własnego działania, bo cała ludzka sił jest darem Boga. 

Mała droga Teresy uświęca zwykły, powszedni dzień. Mówi, że nie należy marzyć o czymś nadzwyczajnym, ale wykonywać z miłością to co zwyczajne. Teresa pisze: "Gdy nie mogę nic odczuwać, gdy jestem całkiem oschła, niezdolna aby się modlić, praktykować cnoty, wtedy szukam malutkich okazji, prawdziwie nic nie znaczących czynów, by sprawdzić Jezusowi radość. Na przykład uśmiech, przyjazne słowo jeśli wolałabym raczej milczeć, albo zrobić markotna minę". Jej życie pokazuje, że świętym zostaje się nie przez niezwykłe talenty bohaterskie czyny. Świętym jest człowiek, który wszędzie i zawsze żyje w pobliżu Boga. "Nie mogę uczynić się większą ... ale chcę szukać sposobu, aby dostać się do nieba na małej drodze, na drodze prawdziwie prostej, prawdziwie krótkiej, na całkiem małej nowej drodze". 

Wystarczy więc uczynić się całkiem małym, by zostać przygarniętym w ramiona ukochanego Ojca, stać się jak mały baranek, by Pan przygarnął go do serca. Uczynić się całkiem małym z miłości. Kiedy Teresa odkrywa tę podstawową prawdę, odczuwa przejmującą radość i woła: "O Jezu, moja miłości, wreszcie odkryłam moje powołanie. Moim powołaniem jest Miłość!  W Sercu Kościoła będę Miłością i w ten sposób będę wszystkim"... 

Być Miłością, być małym... co to oznacza ? Św. Teresa pisze: "Mam tylko jeden sposób, by okazać Ci moją miłość: rzucanie kwiatów, to znaczy, że nie opuszczę żadnej okazji do ofiary, choćby najmniejszej, żadnego spojrzenia, żadnego słowa, wykorzystam najdrobniejsze nawet czyny, by je pełnić z miłości"... "O, gdyby wszystkie dusze słabe i niedoskonałe czuły to, co czuje najmniejsza z nich wszystkich, dusza twej małej Teresy, ani jedna nie straciłaby nadziei, że zdobędzie szczyt góry miłości, ponieważ Jezus nie żąda wielkich czynów, ale jedynie zdania się na Niego i wdzięczności." Jak małe dziecko w ramionach matki, w radości i w trwodze... 

Pozostać małym znaczy: "uznać swoją małość, wszystkiego oczekiwać od dobrego Boga, nie smucić się za bardzo swoimi biedami. W końcu: nie chcieć gromadzić żadnych szczególnych zasług... Pozostać małym znaczy dalej: nie przypisywać sobie cnót, które się praktykuje, jak gdyby się było zdolnym do czegokolwiek dobrego, lecz uznać, że są one skarbem, który dobry Bóg włożył w rękę swojego małego dziecka, aby się nim posłużyć gdy go potrzebuje!". 

"Musimy czynić wszystko, co do nas należy" - stwierdza jasno. Dawać nie licząc, praktykować cnoty przy każdej okazji, stale się przezwyciężać, udowadniać naszą miłość przez wszelkiego rodzaju czułość, wymyślną delikatność -jednym słowem, musimy z miłości ku Bogu wykonywać wszystkie dobre czyny na jakie nas stać. Ale rzeczywiście konieczną rzeczą jest, całą naszą ufność złożyć w Tym, Który sam uświęca nasze czyny i Który potrafi nawet z kamieni wzbudzić dzieci Abrahamowi. Tak, koniecznym jest, jeśli uczyniliśmy wszystko co powinniśmy uczynić, abyśmy się wtedy uznali za nieużyteczne sługi, ufając równocześnie, że Bóg da nam z łaski wszystko, czego potrzebujemy. To jest mała droga dziecięctwa!". 

Teresa wystrzega się, aby nie wzbudzać sobą zainteresowania otoczenia. Prowadzi swoje jednostajne życie wśród innych sióstr tak niepozornie, że one aż do ostatnich miesięcy, uważają ją za całkiem przeciętna osobę, może nawet bez większych duchowych potrzeb. 

To w "Liście do siostry Marii od Najświętszego Serca" Teresa przedstawia duchowość małej drogi, swą "małą doktrynę". To jeden ze szczytów chrześcijańskiego piśmiennictwa, tekst o niezmierzonej głębi. Odpowiada w ten sposób na prośbę najstarszej siostry, która jest równocześnie jej matką chrzestną. 

9 czerwca Teresa czyni na drodze dziecięctwa heroiczny akt: ofiaruje siebie jako ofiarę całopalną Miłości miłosiernej. Odnawia ten akt aż do śmierci. W okresie 9,5 lat spędzonych za milczącymi murami karmelitańskiego  i klasztoru  skrystalizowała  się   w   duszy  tej  pokornej  zakonnicy   duchowość  prosta i jaśniejąca, porównywalna z najbardziej owocnymi w całej historii Kościoła. "Mała droga" terezjańska pociągnie swym świetlistym śladem ogromne tłumy wiernych aż do końca czasów.